Od lat żyje z partnerka pochodzącą ze Sri Lanki, wspólnie wychowują dwóch synów, a życie rodzinne prowadzą w Szwajcarii. Rodzinne życie prowadzą w Szwajcarii. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby Alice Weidel nie była jednocześnie współprzewodniczącą AfD – , niemieckiej partii, która tradycyjną rodzinę stawia na piedestale, sprzeciwia się części praw osób LGBT+ i właśnie odnosi historyczne sukcesy wyborcze.
Alice Weidel mogłaby być bohaterką zupełnie innej opowieści. Doktor ekonomii, była pracownica Goldman Sachs, kobieta, która przez lata robiła międzynarodową karierę, mieszkała w Chinach, a życie prywatne związała ze Szwajcarią. Od blisko dwóch dekad jej partnerką jest Sarah Bossard, producentka filmowa, która jako niemowlę została adoptowana ze Sri Lanki przez szwajcarską rodzinę. Razem wychowują dwóch synów i tworzą rodzinę, jakich w Europie jest coraz więcej.
Tyle że Alice nie jest działaczką organizacji LGBT+, polityczką Zielonych ani liberałką walczącą o równość małżeńską. Jest jedną z liderek AfD, czyli partii, która w ubiegłorocznych wyborach do Bundestagu podwoiła swoje poparcie, a we wrześniu tego roku wygrała wybory regionalne w dwóch wschodnioniemieckich landach. Niemiecka prawica, która przez lata okazuje niechęć do osób homoseksualnych, ma więc na swoim czele kobietę żyjącą w związku jednopłciowym.
Sama Weidel nie widzi w tym szczególnej sprzeczności. Wielokrotnie podkreślała, że nie utożsamia się z ruchem queer, a jej orientacja seksualna nie zobowiązuje jej do przyjmowania określonych poglądów. I trudno odmówić jej prawa do takiego stanowiska, bo przecież lesbijki i geje nie muszą myśleć jednakowo, głosować na te same partie ani uczestniczyć w paradach równości. Można być homoseksualnym konserwatystą, osobą religijną czy zwolennikiem ograniczenia migracji. Weidel posuwa się zresztą dalej, przekonując, że restrykcyjna polityka migracyjna chroni osoby homoseksualne przed radykalnym islamem i postawami społecznymi sprowadzonymi do Europy z państw, w których za homoseksualność wciąż można trafić do więzienia.
Sprawa robi się jednak znacznie ciekawsza, kiedy zajrzymy do programu jej własnej partii.
Zdaniem AfD rodzina składa się z ojca, matki i dzieci, a właśnie taki model powinien być szczególnie chroniony i wspierany przez państwo. Tymczasem w domu Alice Weidel są dwie mamy i dwóch chłopców. Trudno więc nie zastanawiać się, czy przewodnicząca AfD chciałaby, aby jej własna rodzina była traktowana przez państwo dokładnie tak samo jak rodzina sąsiadów, w której dzieci wychowują kobieta i mężczyzna.
Nie chodzi przy tym wyłącznie o deklaracje dotyczące tradycyjnych wartości. AfD chce cofnięcia niemieckiej ustawy ułatwiającej osobom transpłciowym prawne uzgodnienie oznaczenia płci, sprzeciwia się medycznej tranzycji osób niepełnoletnich i ostro krytykuje politykę genderową. Są to już konkretne postulaty, które w przypadku realizacji miałyby bezpośrednie znaczenie dla życia wielu osób LGBT+, niezależnie od tego, jaką orientację seksualną ma przewodnicząca partii.
Być może właśnie dlatego Alice Weidel jest tak interesującą postacią. Z jednej strony jej życie pokazuje, jak bardzo zmieniła się Europa: dwie kobiety mogą wspólnie wychowywać dzieci, a jedna z nich może zrobić międzynarodową karierę i stanąć na czele jednej z największych niemieckich partii. Z drugiej strony sama Weidel nie zamierza utożsamiać własnej sytuacji z postulatami całego ruchu LGBT+, a jej działalność polityczna pokazujeprzypomina, że wspólna orientacja seksualna wcale nie oznacza wspólnego światopoglądu.
Dla niemieckiej społeczności LGBT+ może być to początek zupełnie nowej dyskusji,. bo nNieczęsto zdarza się, aby na czele partii tak mocno odwołującej się do tradycyjnych wartości stała kobieta, która sama od lat wychowuje dzieci w tęczowej rodzinie.
I chyba właśnie o to warto zapytać Alice Weidel, zamiast po raz kolejny wypominać jej, że jest lesbijką: skoro sama stworzyła rodzinę z kobietą, którą kocha, i wspólnie wychowują dzieci, to czy w Niemczech rządzonych przez AfD, które proponuje jej partia, inne takie rodziny będą mogły żyć na równych prawach?