Na żywo

Przemoc wobec młodzieży LGBT+ w szkole. Co zrobić, gdy strach staje się codziennością?

Fotografia ilustracyjna: Sirichai Maiduang / Pexels, licencja Pexels

21 października, 2026

Po ostatnich tragicznych wydarzeniach w polskich szkołach znowu zaczęliśmy zadawać sobie pytanie, czy dzieci i młodzież mogą czuć się w nich bezpiecznie. To pytanie jest oczywiście zasadne, ale bezpieczeństwo szkolne nie zaczyna się wyłącznie przy wejściu do budynku, przy monitoringu, kontroli plecaków czy obecności ochrony. Dla części młodych ludzi zagrożenie ma znacznie mniej spektakularną formę i zaczyna się od wyzwiska rzuconego na korytarzu, kompromitującego zdjęcia wrzuconego do sieci, wykluczenia z grupy, gróźb albo informacji, że ktoś „wie”, iż dana osoba jest gejem, lesbijką czy osobą transpłciową.

7 października 2026 roku w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce 19-letni chłopak zaatakował uczniów, nauczycieli i inne osoby. Rannych zostało kilka osób, w tym nauczycielka, która doznała poważnych obrażeń.Prokuratura postawiła mu dziewięć zarzutów, w tym zarzut usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych. W pozostawionym w klasie plecaku znajdował się ładunek domowej konstrukcji. Dzień później, 8 października, 15-letni były uczeń wszedł do szkoły podstawowej w Leszczydole-Nowinach pod Wyszkowem i zaatakował nożem pracowników placówki. Jedna osoba zginęła, a dwie zostały ranne. Nastolatek został następnie umieszczony w schronisku dla nieletnich.

Po tych zdarzeniach Policja przeprowadziła szeroko zakrojone kontrole szkół, a państwo zaczęło ponownie dyskutować o bezpieczeństwie placówek, sposobach wykrywania zagrożeń i reagowania na niepokojące zachowania uczniów. Nie ma przy tym żadnych wiarygodnych informacji pozwalających łączyć te konkretne ataki z homofobią czy transfobią i nie należy tworzyć takiego związku bez dowodów.

Wydarzenia te pokazują jednak coś ważniejszego: szkoła nie jest miejscem automatycznie wolnym od przemocy, a zagrożenie nie zawsze pojawia się nagle. Bardzo często rozwija się przez wiele tygodni lub miesięcy, a jego pierwsze oznaki są bagatelizowane zarówno przez rówieśników, jak i dorosłych.

Zaczyna się od żartu

Przemoc szkolna rzadko rozpoczyna się od bójki albo fizycznego ataku. Najpierw pojawiają się żarty, komentarze, przezwiska i śmiech. Ktoś na korytarzu rzuca obraźliwe określenie, następnego dnia ktoś robi to samo, a po kilku tygodniach zaczyna uczestniczyć w tym większa grupa.

Później może pojawić się zdjęcie zrobione bez zgody w szatni, filmik umieszczony na klasowej grupie, obraźliwy mem albo wiadomości wysyłane późnym wieczorem. W pewnym momencie młody człowiek przestaje traktować szkołę jako miejsce, do którego idzie się uczyć, a zaczyna ją kojarzyć przede wszystkim ze stresem i obawą przed tym, co wydarzy się podczas kolejnej przerwy.

W przypadku młodych osób LGBT+ problem bywa jeszcze bardziej skomplikowany, ponieważ osoba prześladowana może bać się powiedzieć dorosłym, dlaczego stała się celem ataków. Zgłoszenie przemocy może bowiem oznaczać konieczność ujawnienia swojej orientacji seksualnej albo tożsamości płciowej, a dla nastolatka może to być jedna z najbardziej prywatnych i trudnych kwestii w życiu.

Nie każdy młody człowiek jest gotowy na coming out, nie każdy chce rozmawiać o swojej orientacji z nauczycielami czy rodzicami, a czasami sam dopiero próbuje zrozumieć własną tożsamość. Z tego powodu wielu uczniów może przez długi czas milczeć, nawet jeśli przemoc narasta.

Problem dotyczy ogromnej liczby uczniów

Najnowsze dane dotyczące przemocy rówieśniczej pokazują, że nie mamy do czynienia z marginalnym zjawiskiem. W badaniu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę „RÓWIEŚNICY 2026”, w którym uczestniczyło ponad 140 tysięcy uczniów w wieku od 10 do 17 lat, aż 87 procent badanych deklarowało, że w poprzednim roku doświadczyło przynajmniej jednej formy przemocy rówieśniczej.

Badanie dotyczyło wszystkich uczniów, a nie wyłącznie osób LGBT+, ale jego wyniki pokazują, jak powszechna stała się przemoc fizyczna, psychiczna i internetowa. Szczególnie ważny jest fakt, że część uczniów, którzy zgłaszali swoje problemy dorosłym, nie otrzymywała skutecznej pomocy.

Kiedy spojrzymy na wcześniejsze badania dotyczące samych osób LGBT+, sytuacja wygląda jeszcze bardziej niepokojąco. W raporcie „Sytuacja społeczna osób LGBTA w Polsce za lata 2019–2020” wśród badanych osób uczących się około 65 procent wskazywało doświadczenie przemocy werbalnej związanej z orientacją seksualną lub tożsamością płciową, około 48 procent doświadczenie gróźb, 18 procent przemocy fizycznej, a 26 procent przemocy seksualnej.

Nie oznacza to, że wszystkie te zdarzenia miały miejsce wyłącznie na terenie szkoły, dlatego dane trzeba interpretować ostrożnie. Pokazują one jednak wyraźnie, że młode osoby LGBT+ należą do grup szczególnie narażonych na przemoc i upokorzenie.

Równie interesujące są wyniki badań Rzecznika Praw Obywatelskich. Pytani nauczyciele wskazywali osoby nieheteroseksualne i transpłciowe jako grupy szczególnie narażone na dyskryminację w systemie szkolnym. Jednocześnie zagadnienia związane z równym traktowaniem ze względu na orientację seksualną i tożsamość płciową pojawiały się w bardzo niewielkiej części analizowanych szkolnych programów wychowawczo-profilaktycznych.

Powstaje więc dość oczywista sprzeczność. Nauczyciele dostrzegają problem, ale system szkolny nadal często zachowuje się tak, jakby problemu nie było.

Najgorsza odpowiedź dorosłego

Jedną z najbardziej niebezpiecznych reakcji na szkolną przemoc jest jej bagatelizowanie. Dla nauczyciela zdanie „oni tylko żartują” może być próbą uspokojenia sytuacji, ale dla młodego człowieka może oznaczać, że nie ma sensu już nikomu mówić o tym, co się dzieje.

Podobnie działa rada, żeby „nie zwracać uwagi”, „nie prowokować” albo „nie przejmować się”. Takie reakcje mogą sprawić, że osoba prześladowana zacznie uważać, iż problem leży po jej stronie, a nie po stronie agresorów.

W przypadku osób LGBT+ szczególnie szkodliwe są sugestie, że sytuacja poprawiłaby się, gdyby młody człowiek inaczej się ubierał, zachowywał, nie mówił o swojej orientacji albo po prostu bardziej się ukrywał. Tego rodzaju myślenie przerzuca odpowiedzialność ze sprawcy na ofiarę. Tymczasem odpowiedzialność zawsze spoczywa na osobie, która stosuje przemoc.

Szkoła ma obowiązek reagować

Polskie szkoły mają obowiązek zapewniać uczniom bezpieczeństwo, a od 2024 roku dodatkowo funkcjonują standardy ochrony małoletnich, które określają sposób reagowania na różne formy krzywdzenia, w tym również przemoc rówieśniczą. Nie powinien to być dokument, który istnieje wyłącznie dlatego, że wymaga tego ustawa. Standardy ochrony powinny być praktycznym narzędziem, dzięki któremu uczeń wie, do kogo może się zgłosić, a nauczyciel wie, co powinien zrobić, kiedy dowiaduje się o przemocy.

Jeżeli uczeń jest wyzywany, zastraszany, bity, szantażowany albo prześladowany w internecie, szkoła ma obowiązek potraktować sytuację jako problem bezpieczeństwa. Nie jest to spór światopoglądowy ani „konflikt między uczniami”.

Jeżeli powodem ataków jest orientacja seksualna lub tożsamość płciowa, okoliczność ta powinna zostać zauważona i udokumentowana, ale sama ochrona ucznia nie zależy od tego, czy szkoła zgadza się z jego sposobem życia, wyglądem czy tożsamością.

Kiedy hejt staje się sprawą dla policji

Nie każde obraźliwe zachowanie jest przestępstwem, ale granica między szkolnym „hejtem” a odpowiedzialnością prawną może zostać przekroczona bardzo szybko. Groźby pobicia albo zabicia mogą w określonych okolicznościach stanowić groźbę karalną. Długotrwałe nękanie, śledzenie, wielokrotne wysyłanie wiadomości czy uporczywe prześladowanie w internecie może zostać uznane za stalking. Uderzenie, kopnięcie, szarpanie czy udział w pobiciu podlegają odpowiednim przepisom karnym.

Warto również wiedzieć, że w 2026 roku zmieniło się podejście do przestępstw motywowanych uprzedzeniami. Choć orientacja seksualna nie została ostatecznie wpisana do wszystkich szczególnych przepisów Kodeksu karnego dotyczących przestępstw z nienawiści, obowiązujące rozwiązania organizacyjne przewidują szczególne traktowanie spraw, w których motywem mogły być uprzedzenia związane z orientacją seksualną lub tożsamością płciową. Dlatego jeżeli młody człowiek został pobity dlatego, że sprawcy uznali go za geja, albo ktoś grozi transpłciowej uczennicy właśnie z powodu jej tożsamości, warto powiedzieć o tym wyraźnie podczas zgłaszania sprawy.

Motyw działania sprawcy może mieć znaczenie dla sposobu prowadzenia postępowania.

Jak się bronić

Najważniejsza zasada jest prosta: osoba prześladowana nie powinna próbować samodzielnie rozwiązywać sytuacji. Szczególnie niebezpieczne jest samotne konfrontowanie się z grupą agresorów.

Jeżeli istnieje bezpośrednie zagrożenie, trzeba przede wszystkim znaleźć się w bezpiecznym miejscu, poszukać nauczyciela, pracownika szkoły albo innej osoby dorosłej i wezwać pomoc. Jeżeli zagrożone jest życie lub zdrowie, należy zadzwonić pod numer 112.

Bardzo ważne jest również zabezpieczanie dowodów. Nie należy kasować wiadomości, zdjęć czy nagrań. Warto robić zrzuty ekranu, zapisywać daty i miejsca zdarzeń oraz nazwiska świadków. Jeżeli doszło do pobicia lub innych obrażeń, dobrze jest uzyskać pomoc medyczną i dokumentację.

Jeżeli przemoc się powtarza, zgłoszenie do szkoły warto złożyć również na piśmie. Dzięki temu powstaje dokument potwierdzający, że szkoła została poinformowana o zagrożeniu. W takim piśmie można poprosić o wskazanie, jakie działania ochronne zostaną podjęte i w jaki sposób placówka zamierza zapobiec kolejnym zdarzeniom.

Jeżeli reakcja szkoły jest niewystarczająca, można zwrócić się do organu prowadzącego, kuratorium oświaty albo Rzecznika Praw Dziecka. Jeżeli zachowanie może stanowić przestępstwo, można zgłosić sprawę pPolicji lub prokuraturze –i nie trzeba czekać na zakończenie postępowania prowadzonego przez szkołę.

Osoba zaatakowana ma oczywiście również prawo do obrony koniecznej, ale jej celem powinno być odparcie bezpośredniego ataku, a nie późniejszy odwet. W praktyce najważniejsze jest przerwanie zagrożenia i znalezienie się w bezpiecznym miejscu.

Nie musisz robić coming outu, żeby mieć prawo do ochrony

To bardzo ważne szczególnie dla młodych osób LGBT+. Jeżeli ktoś wyzywa ucznia od gejów, nie oznacza to, że uczeń musi potwierdzać nauczycielowi swoją orientację seksualną. Jeżeli ktoś prześladuje osobę, ponieważ uważa ją za transpłciową, pokrzywdzona osoba nie musi tłumaczyć przed całą szkołą swojej tożsamości. Przemoc może być motywowana samym przekonaniem sprawcy, że dana osoba należy do określonej grupy.

Ofiarą homofobicznych wyzwisk może więc być również heteroseksualny chłopak, który według części kolegów zachowuje się „zbyt kobieco”albo ktoś, kto wcale nie jest osobą transpłciową, ale wygląda inaczej, niż oczekują tego rówieśnicy.

Problemem nie jest orientacja czy tożsamość ofiary. Problemem jest zachowanie osób stosujących przemoc.

Monitoring nie rozwiąże wszystkiego

Po tragicznych wydarzeniach w szkołach bardzo łatwo skupić się wyłącznie na monitoringu, kontroli wejść, ochronie czy obecności policji. To ważne elementy bezpieczeństwa, ale same nie rozwiążą problemu.

Kamera może zarejestrować bójkę na korytarzu, ale nie przeczyta wiadomości wysłanej o drugiej w nocy. Nie zauważy, że uczeń od kilku tygodni je obiady sam, że boi się wejść do szatni albo że celowo opuszcza lekcje, ponieważ na przerwach czeka na niego grupa rówieśników. Do tego potrzebny jest człowiek.

Potrzebny jest nauczyciel, który zareaguje na upokarzający komentarz zamiast udawać, że go nie słyszy. Potrzebny jest wychowawca, który zauważy, że jeden uczeń stał się celem całej klasy. Potrzebny jest pedagog, który zamiast pytać „co zrobiłeś, że oni się tak zachowują?”, zapyta po prostu, co się stało i w jaki sposób szkoła może pomóc.

Nie czekajmy, aż wydarzy się coś gorszego

Po każdej szkolnej tragedii pojawia się pytanie, czy wcześniej były jakieś sygnały ostrzegawcze i czy ktoś mógł zareagować. Czasami odpowiedź brzmi „nie”, ale czasami sygnały są widoczne od dawna i po prostu nikt nie traktuje ich wystarczająco poważnie.

Dlatego nie wolno lekceważyć gróźb, długotrwałego dręczenia, publicznego upokarzania, przemocy internetowej ani wyraźnej eskalacji agresji. Nie każdy konflikt zakończy się atakiem fizycznym i nie każdy sprawca hejtu stanie się sprawcą poważnej przemocy. Nie ma jednak żadnego rozsądnego powodu, żeby czekać na pierwszy cios, zanim dorośli uznają, że sytuacja wymaga reakcji.

Ostatnie wydarzenia przypomniały nam, że szkoła może w bardzo krótkim czasie stać się miejscem realnego zagrożenia życia. Nie powinniśmy jednak zapominać o uczniach, dla których strach przed szkołą nie pojawił się kilka dni temu, lecz trwa od tygodni albo miesięcy.

Bezpieczna szkoła to nie tylko ta, do której nikt nie wnosi niebezpiecznego narzędzia. To przede wszystkim szkoła, w której młody człowiek może powiedzieć o swoim strachu, i mieć pewność, że ktoś potraktuje go poważnie, niezależnie od jego orientacji seksualnej, tożsamości płciowej, wyglądu czy tego, jak bardzo różni się od swoich rówieśników.

Oceń ten post

Na topie

15 listopada 1985 roku tysiące Polaków rozpoczęło dzień jak każdy inny. Jedni szli do pracy, inni na uczelnię, jeszcze inni wychodzili z...

W czasach, gdy homoseksualność uznawano za chorobę psychiczną, osoby homoseksualne spotykały się z ogromną stygmatyzacją, a ich orientację seksualną często postrzegano jako...

Organizator Marszu Równości w Śremie poinformował o brutalnym ataku, do którego miało dojść we wtorek, 24 czerwca, około godziny 22:30–23:00 na skrzyżowaniu...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *