Na żywo

Małżeństwo w Warszawie, obcy w Zakopanem. Polski bunt przeciw wyrokowi TSUE

Photo by Brandy Wine on Unsplash

18 września, 2026

Reportaż fabularyzowany. Michał, Paweł, Tomek i Krzysiek są postaciami fikcyjnymi. Rzeczywiste są natomiast wydarzenia i spór prawny stanowiące tło ich historii: wyrok TSUE dotyczący polskiej pary jednopłciowej, późniejsze orzeczenie NSA, zmiany umożliwiające transkrypcję zagranicznych aktów małżeństwa oraz publicznie prezentowane stanowisko władz Zakopanego.

Na zdjęciu zrobionym kilka lat temu w Berlinie stoją obok siebie czterej faceci. Michał obejmuje Pawła, Tomek trzyma Krzyśka za rękę, wszyscy mają na sobie garnitury, choć po kilku godzinach wesela krawaty dawno przestały spełniać swoją funkcję, a Krzysiek wygląda tak, jakby chwilę wcześniej próbował przekonać fotografa, że koniecznie trzeba zrobić jeszcze jedno zdjęcie, tym razem „zupełnie spontaniczne”.

Na palcach czterech mężczyzn widać obrączki. Najpierw pobrali się Michał i Paweł. Rok później Tomek i Krzysiek. Oba śluby odbyły się w Berlinie, obie pary składały się z dwóch obywateli Polski i obie po ceremonii dostały niemieckie dokumenty potwierdzające coś, co dla nich samych było oczywiste już wcześniej. Byli rodziną.

Przez kolejne lata właściwie przestali o tym myśleć. W Berlinie nikt przy podpisywaniu umowy najmu nie rozpoczynał dyskusji o filozoficznej naturze ich związku. Kiedy Paweł mówił „mein Mann”, oznaczało to po prostu „mój mąż”. Nie manifest polityczny, nie deklarację światopoglądową, lecz faceta, który rano zajmował łazienkę zdecydowanie za długo i nigdy nie pamiętał, żeby kupić mleko.

Podobnie było z Tomkiem i Krzyśkiem. Po kilkunastu latach wspólnego życia romantyzm nie zniknął, tylko zmienił formę. Kiedyś Krzysiek pisał Tomkowi wiadomości, że za nim tęskni. Teraz pisał: „kup papier toaletowy”. Tomek twierdził, że to właśnie jest najwyższy etap miłości – moment, kiedy można przestać udawać, że życie składa się wyłącznie z kolacji przy świecach.

A potem wszyscy czterej postanowili wrócić do Polski. I wtedy okazało się, że wybór miasta może mieć większe znaczenie, niż ktokolwiek z nich przypuszczał. Michał i Paweł wybrali Warszawę. Tomek i Krzysiek – Zakopane.

Warszawa

Telefon od Michała przyszedł któregoś wieczoru. Krzysiek odebrał podczas kolacji i włączył głośnik.

– Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć, bo chyba właśnie wydarzyła się rzecz, której jeszcze dwa lata temu żaden z nas by nie przewidział. Poszedłem z naszym niemieckim aktem do urzędu. Byłem przygotowany właściwie na wszystko. Wziąłem dokumenty, tłumaczenie, wydrukowałem sobie nawet orzeczenia, bo pomyślałem, że jak zacznie się dyskusja, to będę przygotowany. Paweł powiedział, że zachowuję się, jakbym szedł przed Trybunał Konstytucyjny, a nie do USC. I wiesz co? Nic się nie wydarzyło. Żadnej awantury. Żadnego wykładu o rodzinie. Sprawę potraktowano normalnie.

Krzysiek odłożył widelec.

– Zaczekaj. Mówisz o waszym ślubie?

– O naszym. Mamy polski dokument dotyczący naszego małżeństwa. I najbardziej absurdalne jest to, że dopiero kiedy go dostałem, zorientowałem się, jak bardzo wcześniej brakowało mi właśnie tej zwyczajności. Nie jakiegoś triumfu. Zwyczajności. Chcę powiedzieć w Polsce „Paweł jest moim mężem” i nie dodawać po przecinku: „ale ślub wzięliśmy w Niemczech, więc sytuacja prawna jest skomplikowana”. Mam czterdzieści kilka lat. Naprawdę nie chce mi się już tłumaczyć ludziom własnego życia.

Krzysiek spojrzał na Tomka.

– No to jutro wyciągamy nasz akt. Przecież jesteśmy w dokładnie tej samej sytuacji. Dwóch Polaków, ślub w Berlinie, niemiecki akt. Jeżeli wam go wpisali, nam też muszą.

Po drugiej stronie przez chwilę było cicho.

– Tylko sprawdźcie najpierw Zakopane – powiedział Michał.

Pod Tatrami

Sprawdzili. I po raz pierwszy zaczęli rozumieć, że kilkaset kilometrów dzielących ich od przyjaciół może oznaczać coś więcej niż długość podróży samochodem.

Władze Zakopanego publicznie sprzeciwiały się dokonywaniu takich transkrypcji. Burmistrz argumentował, że tak fundamentalnej kwestii nie można rozstrzygać zmianą urzędowych formularzy i wskazywał na konstytucyjne rozumienie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny.

Krzysiek przeczytał tekst i podał telefon Tomkowi.

– Powiedz mi, czego tutaj nie rozumiem. Michał jest Polakiem, Paweł jest Polakiem. Ty jesteś Polakiem i ja jestem Polakiem. Oni pobrali się w Berlinie, my pobraliśmy się w Berlinie. Oni mają niemiecki akt i my mamy niemiecki akt. Nie chcemy przecież wejść do zakopiańskiego urzędu i powiedzieć: „dzień dobry, proszę nas teraz pobrać”. My już jesteśmy po ślubie. Chcemy, żeby polski rejestr odnotował fakt, który wydarzył się kilka lat temu. Jakim sposobem przejechanie kilkuset kilometrów z Warszawy do Zakopanego może zmienić odpowiedź państwa na dokładnie ten sam dokument?

Tomek długo czytał artykuł.

– Pójdziemy i złożymy wniosek. Jeżeli odmówią, będziemy chcieli formalnego rozstrzygnięcia. A od formalnej odmowy można się odwoływać. Jest wyrok TSUE, jest późniejszy wyrok NSA, zmieniły się dokumenty. Jeżeli urząd uważa, że mimo tego wszystkiego może powiedzieć „nie”, niech to napisze i wtedy będziemy wiedzieli, z czym dokładnie polemizujemy.

Krzysiek westchnął.

– Fantastycznie. Wróciłem do Polski, bo chciałem spokojnego życia w górach, a ty już planujesz postępowanie administracyjne.

– Mogłeś wyjść za hydraulika.

– Przecież ty nawet kranu nie potrafisz naprawić.

– Ale odwołanie napiszę.

– Dlatego za ciebie wyszedłem. Zawsze miałem słabość do mężczyzn z praktycznymi umiejętnościami.

Poranek

Kilka tygodni później przyszła koperta z urzędu.

Leżała przez całą noc na stoliku.

Krzysiek obudził się pierwszy. Było jeszcze wcześnie, za oknem Tatry dopiero wychodziły z porannej mgły. Tomek spał obok niego, nagi do pasa, z jedną ręką przerzuconą przez jego brzuch.

Krzysiek przez chwilę po prostu na niego patrzył.

Po piętnastu latach znał tę twarz w każdej możliwej wersji. Wiedział, jak wygląda Tomek, kiedy jest wściekły, jak kiedy się boi i jak wtedy, kiedy udaje, że nie jest zazdrosny. Znał niewielką bliznę przy biodrze i miejsce na szyi, którego dotknięcie nadal, po tylu latach, powodowało dokładnie tę samą reakcję.

Przesunął dłonią po jego plecach.

Tomek otworzył oczy.

– Jeżeli to jest próba rozpoczęcia dnia, chciałbym oficjalnie zgłosić, że popieram.

Krzysiek pocałował go w szyję.

– Ty naprawdę jesteś bardzo nieskomplikowanym człowiekiem.

– Jest szósta rano. O tej porze mam ograniczone możliwości intelektualne.

Przyciągnął Krzyśka bliżej. Całowali się długo, bez pośpiechu, jak ludzie, którzy nie muszą już niczego sobie udowadniać. Ich ciała znały się od lat i właśnie dlatego w tej bliskości było więcej czułości niż demonstracji namiętności.

Pół metra od łóżka leżała koperta z urzędu.

W końcu Tomek spojrzał w jej stronę.

– Otwieramy?

– Nie.

– Wczoraj co dziesięć minut sprawdzałeś skrzynkę.

– Wczoraj byłem idiotą. Dzisiaj chcę zostać tutaj.

Tomek uśmiechnął się.

– Krzysiek, niezależnie od tego, co napisali, urząd w Zakopanem nie ma kompetencji do wyrzucenia mnie z naszego łóżka.

– Jeszcze.

– Nie podsuwaj im pomysłów.

Pół godziny później siedzieli już w kuchni.

Krzysiek otworzył kopertę.

Przeczytał.

Odmowa.

Dwa miasta, dwa papiery

Przez kilka minut siedział bez słowa.

– Wiesz, co mnie naprawdę boli? – powiedział w końcu. – Nie to, że ktoś ma inne zdanie na temat małżeństw gejów. Przyzwyczaiłem się przez całe życie, że ludzie mają na ten temat różne zdania. Boli mnie coś zupełnie innego. Michał siedzi teraz w Warszawie z Pawłem. Mają taki sam niemiecki akt jak my. Wzięli ślub w tym samym mieście. Są takimi samymi obywatelami Polski. I oni dostali dokument. My dostaliśmy odmowę. Gdybyśmy kilka miesięcy temu zamienili się mieszkaniami, być może dzisiaj to my mielibyśmy polski akt, a oni tę kartkę. Rozumiesz? Nie zmieniłby się ani jeden dzień naszego życia, ani jeden zapis niemieckiego dokumentu, nawet nasze obrączki byłyby te same. Zmieniłby się kod pocztowy.

Tomek wziął decyzję.

– Dlatego się odwołamy. I nie mówię tego po to, żeby zamienić nasze życie w sprawę sądową. Wolałbym dzisiaj iść z tobą w góry. Ale odmowa nie jest końcem. Właśnie po to chcieliśmy formalnego rozstrzygnięcia. Teraz możemy je zakwestionować. A dzisiaj mamy argumenty, których ludzie walczący o takie sprawy kilka lat temu jeszcze nie mieli. Jeżeli urząd uważa, że mimo orzeczeń i zmian prawnych może odmówić, sąd może to skontrolować. Tylko nie pozwól, żeby ten papier zaczął ci mówić coś o naszym małżeństwie. On mówi o stanowisku urzędu. Nie o nas.

Krzysiek popatrzył na niego.

– Wiesz, że jesteś nieznośnie rozsądny?

– Dlatego mnie poślubiłeś.

– Nie. Poślubiłem cię dla ciała.

– Wreszcie trochę uczciwości w tej relacji.

Konstytucja oscypka

Krzysiek nie chciał siedzieć cały dzień w domu z odmową przed oczami. Poszli więc na spacer i zatrzymali się przy stoisku z oscypkami.

Starsza góralka obserwowała przez chwilę ich dyskusję.

– Weźmy trzy – powiedział Krzysiek.

– Po co nam trzy?

– Jeden dla Michała i Pawła.

– Michał nie je sera.

– Michał nie je sera wtedy, kiedy ktoś patrzy.

Góralka spojrzała na nich.

– Panowie bracia?

Krzysiek pokręcił głową.

– Nie. Małżeństwo.

Kobieta popatrzyła najpierw na niego, później na Tomka.

– Ze sobą?

– Ze sobą.

– Aha.

Zaczęła pakować oscypki.

Po chwili zapytała:

– A długo?

– Razem prawie piętnaście lat.

– To już długo. To się panowie zdążyli porządnie pokłócić.

– Wielokrotnie – przyznał Tomek.

Góralka skinęła głową.

– To małżeństwo jak małżeństwo.

Krzysiek zaczął się śmiać.

– Widzi pani, tylko urząd ma z naszym małżeństwem pewien problem.

Kobieta spojrzała na niego.

– Jaki?

– Pobraliśmy się w Niemczech. Nasi przyjaciele, też dwóch mężczyzn, dostali w Warszawie polski dokument. Nam tutaj odmówiono.

– Ale ślub był?

– Był.

– Papier macie?

– Mamy.

– No to czego chcą?

Tomek próbował wyjaśnić.

– To jest bardziej skomplikowane. Jest Konstytucja, przepisy o aktach stanu cywilnego, wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, później NSA…

Kobieta machnęła ręką.

– Panie, jo się na prawie nie znam. Jo się na serze znam. Ale jak żeście się pobrali, to żeście się pobrali. Przecie drugi raz was żenić nie będą.

– Problem polega na tym, że tutaj w ogóle by nas nie ożenili – powiedział Krzysiek.

Góralka zastanowiła się.

– Ale po co drugi raz, skoro już żeście żonaci?

Tomek parsknął śmiechem.

– Proszę pani, właśnie rozwiązała pani problem, z którym prawnicy walczą od kilku lat.

– To niech przyjadą. Dam im oscypka i wytłumaczę.

Dorzuciła do torby czwarty ser.

– Ten macie ode mnie.

Kiedy odeszli, Tomek zajrzał do torby.

– Cztery oscypki.

– Jeden dostaliśmy za małżeństwo.

– Nie za małżeństwo. Pani była miła.

– Nie psuj chwili. To pierwsze oficjalne uznanie naszego małżeństwa na Podhalu.

– Oficjalne?

– Pieczęci nie miała, ale autorytet zdecydowanie większy niż urząd.

Jeden stół

Kilka dni później Michał i Paweł przyjechali z Warszawy. Wieczorem na stole znalazły się dwa dokumenty. Michał położył swój.

Krzysiek obok niego odmowę. Czterej mężczyźni długo patrzyli na oba papiery. Po jednej stronie: dwóch obywateli Polski, ślub w Berlinie, polski dokument. Po drugiej: dwóch obywateli Polski, ślub w Berlinie, odmowa. Warszawa. Zakopane.

Paweł odezwał się pierwszy i tym razem nikt nie żartował.

– Kiedy patrzę na te papiery obok siebie, dopiero rozumiem, dlaczego jesteście tak wściekli. Bo ja naprawdę nie potrafię wskazać różnicy pomiędzy nami. Nie chodzi nawet o to, że wszyscy jesteśmy gejami. Chodzi o coś znacznie prostszego. Wy zrobiliście dokładnie to samo co my. Wzięliście ślub w Niemczech. Wróciliście do Polski. Przynieśliście zagraniczny dokument polskiemu państwu. I państwo dało nam dwie różne odpowiedzi. Jeżeli istnieje jakaś bardziej obrazowa definicja chaosu prawnego, to ja jej nie znam.

Krzysiek podniósł odmowę.

– Dlatego będziemy się odwoływać. Nie dlatego, że marzę o procesie. Wolałbym jutro rano obudzić się obok Tomka, pokłócić się z nim o to, kto robi kawę, pójść na spacer i wieczorem zastanawiać się, czy zamawiamy pizzę. Chcę mieć banalne życie. Tylko banalne życie też czasami wymaga walki. Jeżeli odpuszczę, zgodzę się na sytuację, w której wy w Warszawie możecie schować swój dokument do szuflady i zapomnieć o sprawie, a my w Zakopanem musimy tłumaczyć przed kolejnymi instancjami, dlaczego nasze małżeństwo powinno zostać potraktowane tak samo.

Odmowa nie jest końcem

I tutaj historia czterech fikcyjnych facetów dochodzi do bardzo rzeczywistego punktu.

Jeżeli urząd formalnie odmówi transkrypcji zagranicznego aktu małżeństwa, odmowa nie musi być ostatnim słowem. Istnieje droga pozwalająca zakwestionować takie rozstrzygnięcie, a obecna sytuacja jest zupełnie inna niż jeszcze kilka lat temu. Jest wyrok Wielkiej Izby TSUE dotyczący dwóch Polaków, którzy pobrali się w Niemczech, późniejsze orzeczenie NSA nakazujące transkrypcję w konkretnej sprawie oraz obowiązujące od sierpnia nowe wzory dokumentów.

Nie oznacza to, że wszystkie problemy polskich małżeństw jednopłciowych nagle zniknęły. Polska nadal nie umożliwia dwóm mężczyznom zawarcia małżeństwa przed polskim USC, a konsekwencje uznawania małżeństw zawartych za granicą zapewne jeszcze długo będą przedmiotem sporów.

Ale odmowa urzędu może być początkiem postępowania, a nie jego końcem.

Późnym wieczorem Michał i Paweł poszli spać. Tomek zbierał ze stołu kieliszki, kiedy Krzysiek podszedł do niego od tyłu i wsunął dłonie pod jego koszulkę.

– Jutro piszemy?

Tomek odwrócił się do niego.

– Jutro piszemy odwołanie. Dzisiaj chciałbym przynajmniej przez kilka godzin nie być problemem konstytucyjnym.

Krzysiek pocałował go.

– To chodź do sypialni. Tam obowiązuje inna jurysdykcja.

– Niemiecka?

– Prywatna.

Na stole zostały dwa dokumenty.

Jeden z Warszawy.

Drugi z Zakopanego.

Kilka metrów dalej było dwóch mężczyzn, którzy od piętnastu lat znali swoje ciała, słabości, lęki, głupie przyzwyczajenia i poranne humory. Wiedzieli o sobie znacznie więcej, niż jakikolwiek urząd kiedykolwiek będzie w stanie zapisać w swoim rejestrze.

Rano mieli zrobić kawę, zjeść oscypek otrzymany od gaździny i zacząć pisać odwołanie. Bo polski urząd może odmówić dokonania wpisu. Można się od tej odmowy odwołać.

A najtrudniej będzie chyba wytłumaczyć Tomkowi i Krzyśkowi, dlaczego małżeństwo, które w Warszawie mieści się już w urzędowym rejestrze, kilkaset kilometrów dalej pod Tatrami nadal ma być problemem.

Zwłaszcza że miejscowa gaździna potrzebowała mniej więcej trzydziestu sekund, żeby dojść do znacznie prostszego wniosku: skoro żeście się pobrali, to żeście się pobrali.

Oceń ten post

Na topie

Ponad 50 osób trafiło w ten weekend w Stambule na lokalne komisariaty – wszystko przez udział w zakazanym przez władze Marszu Równości....

Kiedy zaczynamy nasze życie seksualne w głowie pojawia nam się milion myśli. Czy będzie nam towarzyszył stres? Czy seks nam się spodoba?...

Parada równości w Berlinie, znana przede wszystkim jako Christopher Street Day, organizowana jest od 1979 roku i upamiętnia zamieszki w Stonewall z...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *