Na żywo

Czym jest voguing? Wywiad z Bożną Wydrowską – o kulturze, o Ballroomie i o sile tańca

Fotograf: Mateusz Jaskot

21 września, 2026

 

Fot. Mateusz Jaskot

Bożna Wydrowska – performerka, choreografka, artystka. Od lat funkcjonuje w roli Matki, kiedyś w Royal House of Milan czy Kiki House of Sarmata, dziś w House of Elle. Od 2012 roku związana jest z ballroomem i tworzy przestrzenie do autentycznej ekspresji poprzez prowadzenie zajęć i warsztatów, organizowanie otwartych treningów, wydarzeń mniejszych i większych, w tym legendarne już – Bale u Bożeny. Przeprowadziłem z nią wywiad i zapytałem, czym jest Voguing i jakie ma znaczenie w kulturze popularnej.

Kacper Gutkiewicz: Jak rozpoczęła się twoja przygoda z tańcem? Jak wyglądały twoje początki?

Bożna Wydrowska: Wychowywałam się w mniejszym mieście, jestem najmłodsza z trójki starszych braci, naturalnie wyszło, że już w dzieciństwie zaczęłam wchodzić w kulturę hip hopu. W gimnazjum zaczęłam tańczyć breaking (break dance), ale po jakimś czasie okazało się, że taka macho energia nie rezonowała ze mną, mimo że od małego, zawsze, aspirowałam do tego aby być chłopcem i być jak mężczyźni, do których, przysłowiowo, świat należy. W breakingu dużo sprowadza się do siły fizycznej, co bardzo podziwiam, ale jeśli nie masz takich zdolności to trochę Cię nie ma. 

Jak dowiedziałaś się o voguingu? Skąd u Ciebie takie zainteresowanie tematem?

Już wtedy słyszałam o voguingu, ale w świecie Street Dance’owym był wtedy prześmiewczo traktowany. A mnie zawsze interesowało coś, co nie jest normą. Mając 18 lat, pojechałam do Czech na festiwal Street Dance Camp. I tam wzięłam udział w warsztatach z Javierem Ninja. Na każdej imprezie podczas festiwalu inni próbowali tańczyć przeciwko Javierowi, a on jednym gestem wygrywał wszystko.

To doświadczenie w Czechach kompletnie zmieniło moje życie. Pamiętam też warsztaty z kategorii Face. Trzeba było prezentować swoją twarz, traktować ją jako najpiękniejszą rzecz na świecie. To było dla mnie totalnie umacniającym doświadczeniem. Javier opowiadał też o kulturze Club Kids i dokumencie Paris is Burning. Wróciłam do Polski i moje życie się zmieniło.

Fot. Mateusz Jaskot

Czym jest dla Ciebie ballroom?

Przede wszystkim Ballroom jest bardzo o wspólnocie, o trosce, o współtworzeniu wspólnej przestrzeni. Dał mi też narzędzia o tym, jak myśleć o świecie, jak jest skonstruowany, o rolach społecznych, jak to politycznie jest ustawione. Ballroom pozwala świadomie przechwytywać te mechanizmy, intensyfikować je, przekształcać i podważać. Ciało nie jest tutaj czymś raz na zawsze określonym, lecz materiałem podlegającym nieustannemu konstruowaniu. Choć ballroom wyrasta z bardzo konkretnego doświadczenia czarnych i latynoskich społeczności queerowych i transpłciowych w Stanach Zjednoczonych, jego narzędzia okazały się dla mnie ważne także w naszym kontekście. Wychodzi on na przeciw wykluczeniom, więc to jest przykład tego, jak człowiek może tworzyć sobie alternatywne i autonomiczne przestrzenie, nie tylko w sensie fizycznego miejsca w mieście, ale przede wszystkim przestrzeni społecznej i tożsamościowej.

Co przede wszystkim przyciągnęło Cię do voguingu?

Dla mnie zawsze niesamowite było, nie tylko to jak wspaniały jest to ruch, ale też obecność, jaką prezentuje Voguer. Bycie pewnym siebie i dumnym z tego, kim jesteś były kluczowymi aspektami.

Po spotkaniu Javiera, ballroomowej ikony, totalnie weszłam w Ballroom. Obejrzałam „Paris is Burning”, zainteresowałam się kulturą Club Kids. Ja zawsze interesowałam się też modą, od dziecka oglądałam Fashion TV. Zawsze tak miałam, że byłam jak chłopiec w wyglądzie i zainteresowaniach, ale lubiłam też rysować, projektować ubrania, był u mnie taki dualizm względem tożsamości. W liceum po poznaniu Javiera, zainteresowałam się fotografią mody, przeprowadziłam się do Warszawy, żeby ją studiować i trenować z Gregorem Milan, którego poznałam na obozie i był on pierwszą osobą w Polsce, która była zaproszona do amerykańskiego House’u, The Royal House of Milan. No i Voguing doprowadził mnie do fotografii kreacyjnej, fotografia zaprowadziła mnie na Akademię Sztuk Pięknych, gdzie rozwijałam sztuki performatywne. W mojej działalności artystycznej fundamentem jest właśnie kultura Ballroom i przesłanie, jakie za sobą niesie.

Co dał Tobie w życiu voguing ?

W Voguingu znalazłam ukojenie, celebrację płynności tożsamości. Kiedyś wydawało mi się, że kobiecość jest czymś, co trzeba ukrywać, a tutaj po raz pierwszy miałam przestrzeń, żeby swobodnie ją odkrywać i wyrażać w bezpiecznej przestrzeni. Jestem osobą niebinarną, mogłam ruchowo, performatywnie eksplorować wiele aspektów swojej tożsamości.

Fot. Mateusz Jaskot

A jeśli chodzi o modę – jak bardzo istotny jest to aspekt Voguingu?

Aspekt modowy w Voguingu jest wymogiem. Moim zdaniem stylizacja czy kostium jest tak samo ważny jak sam performance.

Chciałbym przejść do tematu rodziny, a konkretnie kultury „House’ów” i „rodziców” w Ballroomie. Jak wygląda dla ciebie kwestia bycia Mother?

Moja rola polega na tym, żeby dawać „dzieciom” przestrzeń i narzędzia do ekspresji. Jestem od tego, żeby ich wspierać w Ballroomie ale też dawać to wsparcie prywatnie. My, jako matki, jesteśmy łącznikiem i też podstawą. Od najmniejszych rzeczy jak pomoc ze stylizacją po duże przedsięwzięcia i występy jak np. Open’er, czy Ballroomowe wyjazdy zagraniczne. Bycie Mother rozumiem jako praktykę opieki, odpowiedzialności, przekazywania wiedzy oraz dawania możliwości i widzialności.

Myślisz, że House jest dla niektórych osób zastąpieniem dysfunkcyjnej rodziny?

Ja sama pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Myślę, że taki House i bycie społeczności, naprawdę pomaga i daje wsparcie, zwłaszcza jeśli nie masz kontaktu ze swoimi rodzinami biologicznymi. W Ballroomie możesz znaleźć nowych przyjaciół, miłość, wsparcie. Myślę, że w niektórych przypadkach to może to pełnić funkcję substytutu rodzica biologicznego. Jest w tym niesamowita moc, że możemy być tak ze sobą związani, niezależnie skąd pochodzimy. Każdy może mieć siostrę, brata, matkę, ojca i dalej iść przez życie. Człowiek naturalnie ma potrzebę żyć w społeczności i musi mieć wokół siebie ludzi. Ludzie, którymi się otaczamy, kształtują naszą rzeczywistość.

Czy według Ciebie jest różnica między polskim Ballroomem a zagranicznym?

Porównując do Zachodu, np. Holandii, Francji, nasza scena jest oczywiście mniejsza. To są kraje, którym bliżej do Stanów Zjednoczonych i do Nowego Jorku – serca Ballroomu. Natomiast w kontekście Europy Środkowo-Wschodniej, myślę, że polski ballroom jest naprawdę rozwinięty i na wysokim poziomie. Mamy u siebie sporo House’ów i dużą społeczność, w porównaniu z czasem jeszcze sprzed pandemii. Myślę, że jesteśmy bardzo progresywni, mamy dużo kategorii ballroomowych dla osób niebinarnych, powstaje coraz więcej inicjatyw dla osób koloru, jest też dużo wsparcia dla osób ze społeczności trans.

Moim zdaniem, polski Ballroom jest też wbrew pozorom różnorodny. Mamy dużo osób z mniejszości m.in ukraińskiej, białoruskiej, z Kazachstanu, z Chorwacji, z krajów arabskich, z różnych części Afryki czy Azji. Kiedy zakładałam z Daną Vitkovską, Kiki House of Sarmata, to zależało mi też na tym, żeby osoby z doświadczeniem migranckim miały tutaj swoją bezpieczną ostoję, żeby mogły się rozwijać w ballroomie i nie tylko. Ze świadomością, że sama jestem gościnią w tej kulturze, czułam, że muszę dawać przestrzeń zwłaszcza tym osobom, które same są poniekąd gośćmi tutaj, w Polsce.

Był też okres, kiedy Bal u Bożeny był fenomenem na skalę krajową, bo w Polsce nigdy czegoś takiego nie było. Jak mi osoby mówią, że po raz pierwszy w Polsce poczuły się bezpiecznie ze swoją queerowością właśnie na Balu, wiele to dla mnie znaczy.

Fot. Mateusz Jaskot

A co Ci dało dołączenie do House of Milan?

Poczułam się dostrzeżona, po raz pierwszy stałam się częścią czegoś tak wielkiego, z tak bogatą historią. Dało mi to dużo pewności siebie, w ciele i w głowie, że mogę mieć kontakt z ikonami Ballroomu. W 2014 dołączenie do takiego House było czymś imponującym. Dało mi to wsparcie, nową rodzinę, wyjeżdżałam na bale zagraniczne, poznałam pełno świetnych osób. Wtedy poznałam też Danę, z którą potem założyłam Kiki House of Sarmata. Do teraz jesteśmy przyjaciółkami. Dało mi to dużo energii, żeby działać.

Czy miałabyś jakieś słowa wsparcia dla osób, które chcą dołączyć do Ballroomu, ale boją się tego oddzielenia się od normy, odstawania?

Ballroom został stworzony przez ciała, które „nie pasują” do konwencji. Ballroom daje narzędzia możliwości poznawania siebie, odkrywania swojej tożsamości. Daje możliwość bawienia się tym, co jest męskie, damskie, niebinarne. Ballroom to wiedza, która przechodziła z ust do ust, a Voguing narodził się z improwizacji. To jest kultura stworzona przez ludzi dla ludzi. Nie musisz być super tancerzem, tancerką, możesz być najzwyklejszym sobą i zostać gwiazdą. Po prostu zacznij tańczyć, zacznij szyć, zacznij rozwijać swój talent. Przyjdź na bal, zobacz, co ci się podoba, poznaj ludzi. Może twoje życie się zmieni i wyjdziesz ze swojej skorupy. To jest podróż dla ciebie, nie dla innych, nie na Instagrama. To twój proces. To jest też po to, żeby pokazać przysłowiowego „faka” systemowi, wykluczeniom, rasizmowi, homofobii, transfobii. Tu możesz być osobą celebrowaną i dobrze się bawić. Także nie ma co się stresować.

 

Instagram Bożny: https://www.instagram.com/bozrna/

Instagram Bal u Bożeny https://www.instagram.com/balubozeny/

 

Oceń ten post

Na topie

Queer, coming out, deadname, ally, shade czy slay – jeśli zdarzyło Ci się natknąć na te słowa w mediach społecznościowych, podczas Parady...

Tegoroczny Budapest Pride odbędzie się 27 czerwca bez ograniczeń, które jeszcze rok temu uniemożliwiały legalną organizację wydarzenia. To efekt zmian politycznych na...

Dlaczego społeczność LGBTQ+ tak bardzo uwielbia święto duchów i upiorów? Trixie Mattel – jedna z najbardziej rozpoznawalnych drag queen na świecie, zwyciężczyni...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *