Na żywo

Tamara Łempicka: Art déco, wolność i queerowe spojrzenie

11 sierpnia, 2026

Oto pierwszy artykuł z serii: „Queerowe Dziedzictwo: Polskie Ikony XX wieku.”.

 

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być żywą legendą? Kimś kogo przeszłość nie jest do końca znana, ale ich pracę porywają serca setek jak nie tysięcy ludzi? Jeśli tak to jesteście w dobrym miejscu, bo dzisiaj poznacie historie takiej właśnie osoby. Poznajcie historię Tamary Łempickiej.

Łempicka – tam, gdzie sztuka spotyka wolność.

Kim była Tamara Łempicka? Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z jednej strony była utalentowaną malarką, która wpisała swoją twórczość w nurt art déco. Z drugiej zaś można było ją określić jako silną, niezależną kobietę, feministkę oraz jedną z głównych przedstawicielek społeczności queerowej ubiegłego wieku.  Jednakże dopiero kiedy przestaniemy myśleć o niej jako albo o artystce, albo o zwolenniczce emancypacji kobiet, a zamiast tego połączymy te dwie kwestie zrozumiemy jej geniusz jako twórczyni. Bowiem jej kobiece akty nie są tylko estetycznymi kompozycjami, a manifestem kobiecego spojrzenia i queerowej wolności.

Tamara przed Tamarą: lata, które ją stworzyły.

Na początku zajmiemy się młodością Tamary, której zrozumienie jest niezbędne do wnikliwego zrozumienia naszej bohaterki. Łempicka, chociaż za młodu znana jako Maria Gurwik-Górska, lata dziecięce spędziła w Polsce wraz z matką i rodzeństwem. Jeśli chodzi o późniejsze, nastoletnie życie to źródła mówią różnie, Jedne, że mieszkała w Petersburgu z wujostwem, a na wakacje przyjeżdżała do babci, do Włoch. Inne natomiast na odwrót. Nie zmienia to jednak faktu, że chwile spędzone w Rosji jak i w południowej części Europy były przełomowymi momentami w jej życiu.

Bowiem to dzięki babce Klementynie, Tamara pokochała sztukę. Wraz z nią odwiedzała piękne, włoskie miasta, a w nich muzea, które były wręcz przesiąknięte artyzmem. Łempicka właśnie w Italii nauczyła się gustu i technik malarskich, przebywając pośród dzieł wielkich artystów.

Za to w Petersburgu poznała czym jest życie towarzyskie. To tam zaczęła chodzić na najróżniejsze spotkania, wystawy czy pokazy. To również w Rosji poznała swojego męża – Tadeusza Łempickiego, który był opisywany jako zamożny, czarujący, dobrze urodzony człowiek. Jego szlacheckie pochodzenie podobno bardzo imponowało Tamarze. Artystka zapragnęła mieć go dla siebie i końcowo – miała, bowiem do ślubu doszło stosunkowo szybko.

Zatem, jak widzimy, Włochy dały jej oko artystki, Rosja dała jej apetyt na życie i dopiero połączenie tych dwóch energii stworzyło Łempicką, którą znamy.

Szczęście małżonków nie trwało jednak zbyt długo. Czasy mroku w Rosji w drugiej połowie lat 10. XX wieku doprowadziły do wyprowadzki Łempickich do Paryża, która dla Tamary otworzyła drzwi do nowego życia. Jak się zatem okazało wyjazd ten nie był tylko ucieczką przed rewolucją – był początkiem jej właściwej legendy.

Narodziny legendy.

W stolicy Francji Łempicka zaczęła tworzyć wiele martwych natur, ale również portretów – swojej córki jak i znanych osób. Styl malarki był na tyle autentyczny, że praktycznie natychmiast podbił wiele francuskich serc.

To właśnie w Paryżu Łempicka stała się tym, kim dziś ją pamiętamy: ikoną stylu, art déco i niepowtarzalnej, geometrycznej zmysłowości. Francja lat 20. był państwem, które żyło sztuką – pulsował energią kabaretów, salonów literackich, awangardowych pracowni i nocnych klubów. Tamara weszła w ten świat z impetem. Jej obrazy, chłodne i precyzyjne, a jednocześnie pełne erotycznego napięcia, szybko przyciągnęły uwagę krytyków.

Wystawiała w prestiżowych galeriach, zdobywała nagrody, a jej prace kupowali najbogatsi kolekcjonerzy. Stała się ulubienicą paryskiej elity – kobietą, która nie tylko malowała, ale też żyła jak bohaterka własnych obrazów: nowocześnie, odważnie, bez kompromisów. Jej sława rosła z roku na rok, a nazwisko „Łempicka” zaczęło funkcjonować jako synonim luksusu, modernizmu i wyrafinowanej dekadencji. 

Nie tylko malarka.

W świecie, w którym artyści często podążają utartymi ścieżkami, ona od początku szła własną, krętą, czasem ryzykowną, ale zawsze autentyczną. To właśnie ta autentyczność sprawiła, że we Francji stała się nie tylko gwiazdą, lecz także symbolem pokolenia, które szuka w sztuce prawdy, odwagi i wolności. Media szybko dostrzegły, że nie jest „kolejną malarką”, lecz kimś więcej. Była zjawiskiem – kimś, kto potrafi w jednym obrazie połączyć intymne wyznanie z manifestem, a w jednym występie stworzyć przestrzeń, w której każdy może poczuć się widziany. Dosłownie każdy. Zarówno kobiety jak i mężczyźni.

Ikona queerowej społeczności.

Jej biseksualność nigdy nie była dla niej tematem tabu. Nie traktowała jej jak marketingowego wyróżnika ani skandalu, lecz jako naturalny element własnej tożsamości. Mówiła o niej spokojnie, bez sensacji, co paradoksalnie miało ogromną siłę – pokazywała, że queerowość nie musi być ani ukrywana, ani tłumaczona, ani dramatyzowana. Może być po prostu częścią życia.

Miała liczne romanse z kobietami. Niektóre były burzliwe, inne krótkie, ale wszystkie intensywne. Jej kochankami były m.in. Ira Perrot czy Suzy Solidor, a przyjaźniła się z Natalie Barney i Gertrude Stein, ikonami queerowej kultury. Jej akty kobiece są wyjątkowe: nie przedstawiają kobiet jako obiektów męskiego spojrzenia, lecz jako istoty silne, świadome własnej seksualności często malowane z perspektywy kobiecego pożądania. To właśnie dlatego Łempicka jest dziś uznawana za jedną z pierwszych artystek, które wprowadziły queerową wrażliwość do europejskiego malarstwa.

 Dlaczego ona?

Choć w jej czasach nie istniały współczesne ruchy LGBTQ+ Łempicka już wtedy ucieleśniała to, co dziś nazwalibyśmy queerową wolnością. Nie przepraszała za swoje pragnienia, nie tłumaczyła się ze swoich wyborów, nie ukrywała relacji z kobietami. Jej życie było manifestem: kobieta może żyć tak, jak chce i nikt nie ma prawa jej tego odebrać.

Dlatego współczesna społeczność queerowa traktuje Łempicką jako jedną ze swoich ikon. Jej obrazy są dziś interpretowane jako wizualne świadectwo queerowego spojrzenia, a jej biografia inspiruje kolejne pokolenia artystek i artystów, którzy widzą w niej dowód, że sztuka i wolność mogą iść w parze. Bo tak właśnie jest.

Oceń ten post

Na topie

Popkultura, manosfera, rogate hełmy Jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie ze słowem „wiking”? Najpewniej będzie to brutalny, agresywny mężczyzna o długiej brodzie, długich...

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu. Rozwiązanie, określane również jako „Współlokator+”, miało...

Organizator Marszu Równości w Śremie poinformował o brutalnym ataku, do którego miało dojść we wtorek, 24 czerwca, około godziny 22:30–23:00 na skrzyżowaniu...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *