Na żywo

Grindr nie zniszczył mojego poczucia własnej wartości. Pokazał, jak kruche było.

5 lipca, 2026

Wiele osób korzysta z aplikacji randkowych, aby poznać inne osoby queer, nawiązać relacje lub po prostu spędzić z kimś czas. Tak było również w moim przypadku.

W jednym z najtrudniejszych momentów mojego życia rozpaczliwie potrzebowałem akceptacji i walidacji ze strony innych. Niskie poczucie własnej wartości towarzyszyło mi właściwie od zawsze. Byłem bity i prześladowany przez rówieśników, a z czasem postanowiłem wyjechać do większego miasta, licząc na to, że w końcu poczuję się bezpieczniej i bardziej akceptowany.

Stopniowo zacząłem poznawać osoby z mojego środowiska za pośrednictwem Tindera. Nie szukałem wtedy ani miłości, ani przyjaźni. Z czasem dowiedziałem się o aplikacji Grindr i właśnie wtedy zaczęło się coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.

Nie sądziłem, że człowieka można tam aż tak uprzedmiotowić.

Już od pierwszych chwil przeżywasz szok. Logujesz się i niemal natychmiast dostajesz wiadomości w stylu: „Hej, fun?” albo „Wspólna zwała?”. Rozumiem, jaki jest charakter tej aplikacji i wiem, do czego została stworzona. Problem polega jednak na tym, że bardzo trudno jest tam poznać drugiego człowieka, zanim zostanie się ocenionym.

Jeżeli odpowiesz na krótkie „Hej, fun?”, możesz być niemal pewien, że za chwilę padnie prośba o album ze zdjęciami.

Tak było również ze mną.

Na początku rozmowy wiele osób wydawało się zainteresowanych. Prowadzili konwersację, zadawali pytania, wykazywali inicjatywę. Wszystko zmieniało się w momencie, gdy wysyłałem album. W najlepszym przypadku dostawałem natychmiastową blokadę. W najgorszym – byłem wyzywany od „świń”, „spaślaków” i obrażany tylko dlatego, że nie spełniałem czyichś oczekiwań dotyczących wyglądu.

Nie piszę tego po to, żeby wzbudzić litość czy użalać się nad sobą. Chcę zadać jedno, bardzo proste pytanie: gdzie przebiega granica ludzkiej podłości?

Często mówi się, że bycie „tym gejowskim przyjacielem” jest fajne. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Dopiero z czasem uświadamiasz sobie, jak bardzo jesteś oceniany przez innych gejów i jak łatwo zostać sprowadzonym wyłącznie do swojego wyglądu.

Jesteś za niski? Źle.

Jesteś za gruby? Źle.

Nie chodzisz na siłownię? Źle.

Jesteś zbyt mało męski? Też źle.

Taką listę można ciągnąć bez końca.

Każdy ma prawo do własnych preferencji i nikt nie powinien być zmuszany do zainteresowania drugą osobą. Preferencje nie usprawiedliwiają jednak poniżania, wyśmiewania czy odczłowieczania kogokolwiek.

Czy jako społeczność queer nie powinniśmy wspierać się nawzajem? Czy nie powinniśmy być przykładem dla innych, pokazując, że różnorodność naprawdę ma znaczenie?

Bo ostatecznie za każdym profilem stoi prawdziwy człowiek. Ze swoimi kompleksami, historią i emocjami. Warto o tym pamiętać, zanim wyślemy wiadomość, która dla nas będzie tylko kilkoma słowami, a dla kogoś może zostać w pamięci na długie lata.

Nie jest to zresztą wyłącznie moje doświadczenie. Coraz więcej badań wskazuje, że sposób funkcjonowania aplikacji randkowych może negatywnie wpływać na samoocenę i zdrowie psychiczne użytkowników. Przegląd 45 badań naukowych opublikowany w 2025 roku wykazał, że ponad 85% analiz odnotowało istotny związek między korzystaniem z aplikacji randkowych a pogorszeniem obrazu własnego ciała. Co więcej, niemal połowa badań wskazała również na negatywny wpływ na zdrowie psychiczne i ogólny dobrostan użytkowników. To pokazuje, że presja związana z ciągłym ocenianiem wyglądu nie jest wyłącznie indywidualnym odczuciem, lecz zjawiskiem dostrzeganym również przez naukowców.

Źródło:

Bowman Z. i in. (2025). Dating apps and their relationship with body image, mental health and wellbeing: A systematic review. Computers in Human Behavior. https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0747563224003832

Oceń ten post

Na topie

Walczą pod rosyjskim ostrzałem, obsługują drony, opatrują rannych i miesiącami żyją w okopach, wiedząc, że każdy kolejny dzień może być ich ostatnim....

Można zawetować ustawę. Nie da się jednak zawetować rzeczywistości.Zapowiedź prezydenckiego weta wobec ustawy o statusie osoby najbliższej ponownie pokazuje, że prawa osób...

Członkinie globalnej grupy KATSEYE, Lara Raj i Megan Skiendiel, otwarcie odniosły się do komentarzy internautów, którzy podważali ich orientację seksualną po pojawieniu...

Jedna odpowiedź

  1. Bardzo ważny tekst. Najmocniejsze jest w nim to, że nie robi z Grindra jedynego winnego, ale pokazuje coś trudniejszego: aplikacja często nie tworzy niskiego poczucia własnej wartości od zera, tylko bezlitośnie odsłania to, co już wcześniej było kruche.

    Warto też mocno podkreślić różnicę między preferencją a poniżeniem. Nikt nie ma obowiązku być kimś zainteresowany, nikt nie musi odpowiadać na każdą wiadomość i nikt nie powinien być zmuszany do relacji. Ale preferencje nie dają prawa do upokarzania drugiego człowieka. Można powiedzieć „nie jestem zainteresowany” bez zamieniania kogoś w obiekt pogardy.

    Problem aplikacji randkowych polega na tym, że bardzo łatwo uczą nas patrzeć na ludzi jak na katalog ciał. Szybko, powierzchownie, bez kontekstu, bez historii, bez odpowiedzialności za słowa. A przecież po drugiej stronie nie ma profilu. Jest człowiek, który może już wcześniej nosić w sobie wiele bólu.

    Ten tekst jest potrzebny, bo przypomina coś prostego, ale często zapominanego: społeczność queer również potrafi ranić swoich. Jeśli chcemy mówić o akceptacji na zewnątrz, musimy też umieć rozmawiać o tym, jak traktujemy siebie nawzajem wewnątrz własnej społeczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *