Zapowiedź prezydenckiego weta wobec ustawy o statusie osoby najbliższej ponownie pokazuje, że prawa osób LGBT+ w Polsce nadal są przedmiotem politycznej gry. Zamiast rozmawiać o konkretnych problemach ludzi, dyskusja po raz kolejny sprowadzana jest do ideologicznych haseł i straszenia „ukrytymi związkami partnerskimi”.
Tymczasem życie wygląda zupełnie inaczej niż sejmowe debaty.
Każdego dnia tysiące par jednopłciowych wspólnie mieszkają, prowadzą gospodarstwa domowe, opiekują się sobą podczas choroby, spłacają kredyty i planują przyszłość. Państwo korzysta z ich podatków, ale w wielu sytuacjach nadal odmawia im podstawowej ochrony prawnej.
Problem nie polega na tym, że ktoś chce zmieniać definicję małżeństwa. Problem polega na tym, że partner często nie może uzyskać informacji o stanie zdrowia ukochanej osoby, nie może odebrać dokumentacji medycznej, napotyka przeszkody przy sprawach spadkowych czy mieszkaniowych. To nie są abstrakcyjne spory światopoglądowe. To codzienne życie.
Dlatego projekt ustawy o statusie osoby najbliższej ma znaczenie znacznie większe niż sama nazwa aktu prawnego. Po raz pierwszy państwo próbuje dostrzec, że istnieją związki, które funkcjonują od lat, choć prawo zachowuje się tak, jakby ich nie było.
Czy prezydent może ten proces zatrzymać?
Politycznie – tak. Prawdopodobnie ustawa rzeczywiście zostanie zawetowana. Prawnie – już niekoniecznie.
Coraz większą rolę odgrywa bowiem prawo europejskie. Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat wskazuje, że państwa mają obowiązek zapewnić parom jednopłciowym odpowiednią ochronę prawną. Z kolei orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej powoduje, że państwa członkowskie coraz częściej muszą uznawać skutki prawne małżeństw zawartych legalnie w innych krajach UE.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli politycy będą próbowali zatrzymać zmiany ustawowe, presja będzie rosła poprzez sądy, administrację i kolejne wyroki.
Już dziś widać pierwsze sygnały tej zmiany. Polskie urzędy coraz częściej stają przed pytaniem, jak traktować zagraniczne akty małżeństwa osób tej samej płci. Coraz więcej spraw trafia do sądów administracyjnych, a kolejne orzeczenia wyznaczają nowe standardy ochrony praw człowieka.
Historia pokazuje, że prawa obywatelskie bardzo rzadko pojawiają się dlatego, że większość polityczna nagle zmienia zdanie. Znacznie częściej są efektem długiej walki społecznej, aktywności organizacji pozarządowych, odwagi samych zainteresowanych i konsekwentnego orzecznictwa sądów.
Tak było z prawami kobiet. Tak było z ochroną osób z niepełnosprawnościami. Tak było w wielu krajach z prawami osób LGBT+.
Polska nie funkcjonuje już w izolacji. Jest częścią europejskiej wspólnoty prawnej, w której prawa człowieka coraz częściej stają się realnym standardem, a nie jedynie polityczną deklaracją.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi już, czy osoby LGBT+ będą miały w Polsce większą ochronę prawną.
Pytanie brzmi raczej, jak długo polityka będzie próbowała opóźniać proces, który z punktu widzenia prawa europejskiego i zmian społecznych wydaje się coraz trudniejszy do zatrzymania.
Można zawetować ustawę. Znacznie trudniej zawetować kierunek, w którym zmienia się Europa.